profilki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travelling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travelling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 grudnia 2017

Szczęśliwego Nowego Roku 2018 ! Nowy Rok Bieży!

NOWY ROK 2018 JUŻ TUŻ TUŻ...SPEŁNIENIA MARZEŃ, SUKCESÓW W ŻYCIU ZAWODOWYM I PRYWATNYM ORAZ...

Życzenia na Nowy Rok 2018 od Miłośników Gór i Podróży
Dodaj napis

PERFECT — autor: David X





piątek, 15 lipca 2016

Zobaczcie ciekawą relację o wizycie w naszym Kraju - Jak nas widzą tak nas piszą zobaczcie koniecznie materiał😊

Witamy was serdecznie!☺Dziś zapraszamy do obejrzenia ciekawego materiału link znajduje się poniżej:


#ISawYouPoland



Pozdrawiamy

Miłego oglądania☺

czwartek, 9 czerwca 2016

Wczorajsza chwila relaksu nad Jeziorem Żywieckim oraz historia powstania i zniknięcia z mapy Starego Żywca. Przeczytaj Koniecznie...


Zadziele było wsią z początku XVII wieku. Leżało na szlakach wiodących z Żywca do Andrychowa i Suchej oraz przez Kęty na północ Polski, a założone zostało przez ówczesnego właściciela Żywiecczyzny - Mikołaja Komorowskiego. W swych działaniach postawił on na dynamiczny rozwój gospodarki



opartej o majątki folwarczne. Dawały one określone wpływy dla dworu oraz organizowały życie ludzi, zamieszkałych na terenach będących jego własnością. Tworząc folwark w Starym Żywcu, Komorowski musiał zbudować nową osadę dla ludzi, których trzeba było z tego miejsca usunąć. Andrzej Komoniecki w „Dziejopisie” dokładnie opisał w jaki sposób doszło do powstania wsi. Pierwszym faktem, który do tego doprowadził była decyzja pana Żywiecczyzny Krzysztofa Komorowskiego dotycząca przyznania prawa do ziemi na terenie osady Stary Żywiec mieszkającym tam gospodarzom. Wójt żywiecki zanotował, że ów łan ziemi „sołtysi nazwany (...) między kmiecie podzielił i rozdał, a wsią osadził, przezwawszy Stary Żywiec”.

Polecamy także obejrzenie filmu na temat Starego Żywca i Zadziela, który znajduje się poniżej:



Podział
Żywiecczyzny po śmierci Krzysztofa pociągnął za sobą zasadnicze zmiany gospodarcze na tym obszarze. Jego syn Mikołaj Komorowski w 1608 roku „ (...)folwark starożywiecki zbudował i te grunta na folwark obrócił. a tych kmieci ze wsią gdzie indziej przeniósł i nową wieś Zadziele w końcach gruntów założył i ról ośm wydzielił i poddanych tamże osadził, jako teraz jest”. w rozdziale „Nazwiska wsi Państwa Żywieckiego skąd poszły od przodków” kronikarz objaśnia pochodzenie nazwy osady: "Zadziele, że za działem pól starożywieckich osadzona ta wieś jest, co przedtem Starym Żywcem była, ale się musiała dla folwarku zbudowanego na Zadziele przemienić”. Wieś powstała za linią ograniczającą miasto i tak przyjęła się topograficzna nazwa Zadziele. Pierwotni jej mieszkańcy byli zatem chłopami przesiedlenymi ze Starego Żywca, którzy na nowym miejscu układali swe życie, a związani byli z nowo utworzonym gospodarstwem folwarcznym.
Macierzystą parafią mieszkańców Zadziela był kościół p.w. Wszystkich Świętych w Starym Żywcu. Andrzej Komoniecki napisał, że świątynia powstała w czasach, o których „ pamiętnika nie masz”, a zbudowana była „z drzewa cisowego, naonczas obficie tu będącego”. Budowla spłonęła ok. 1477 roku podczas najazdu starosty krakowskiego Jakuba z Dębna, lecz została wkrótce odbudowana tym razem z drzewa jodłowego. w następnych latach kościół uległ kolejnemu zniszczeniu, tym razem rwący nurt rzeki zalał świątynię naruszając jej konstrukcję. Została ona odbudowana około 1507 roku, a za materiał posłużyło ocalałe z powodzi drewno. Kościół otoczony kamienno-drewnianym murem stał dumnie w pobliżu Soły. Dookoła niego rozciągały się rozmokłe tereny, za którymi rozpoczynały się pola uprawne oraz wiejskie zagrody. Drugą budowlą, która kojarzyła się ze Starym Żywcem była kapliczka św. Wita. Miejsce to zawsze szczególnie traktowano prawdopodobnie za sprawą kultu pogańskiej bogini Żywi. Od jej imienia - jak głosi jedno z podań - przyjęła się później nazwa samego miasta.
Historia wsi sięga 1966 roku, gdy nowoutworzony zbiornik sztucznego Jeziora Żywieckiego zalał Stary Żywiec, część Zarzecza i Zadziele. Rodziny z Zadziela zostały przesiedlone do innych wsi i miejscowości powiatu żywieckiego. Wieloletnia społeczność zadzielska przestała istnieć. Rody, które żyły ze sobą od wieków, zdziesiątkowane przez wojnę ostatecznie zostały od siebie oddalone nakazami administracyjnymi, zamieszkały w około 40 innych miejscowościach. Na dnie jeziora spoczęły ruiny domów, zakładów i przydomowych gospodarstw a także cmentarz. Część ciał ze starożywieckiego cmentarza przeniesiono na nowe miejsce wiecznego spoczynku na Górze Burgałowskiej, jednak wiele osób na zawsze pozostało w miejscu pierwotnego pochówku.
Mamy także dla Was interesującą ciekawostkę...W roku 2012 jeden z mieszkańców spacerujący po wałach jeziora Żywieckiego znalazł niezwykłe znalezisko pochodzące z XIX wieku. Było to tabernakulum najprawdopodobniej z kościoła pw. Wszystkich Świętych, który mieścił się w Starym Żywcu. Przechodzień zabezpieczył je i przekazał tworzącemu się w Bielsku-Białej Diecezjalnemu Muzeum. - Teraz tabernakulum znajduje się w odpowiednim miejscu - wyjaśnia ks. Grzegorz Klaja, dyrektor Diecezjalnego Muzeum. Wielką zagadką jest to, iż mimo przebywania w bardzo trudnych warunkach w wilgoci w głębinach Jeziora Żywieckiego zachowało się w tak dobrym stanie. Tabernakulum zostało znalezione w pobliżu nieistniejącej kaplicy św. Wita. A po spaleniu kościoła w 1945 roku, zanim na jego ruinach postawiono barak, właśnie w tej kaplicy odbywały się msze i nabożeństwa. Kaplica była dość duża i mogła pomieścić sporo osób. Być może coś, co ocalało z kościoła Wszystkich Świętych, zostało przeniesione właśnie do kaplicy św. Wita. A po jej wyburzeniu tabernakulum zachowało się w jakiś cudowny sposób... Źródła: http://zywiec.naszemiasto.pl

niedziela, 13 lipca 2014

Jak na urlop to tylko nad jezioro!...Zapraszamy na relację z naszego biwaku i wędkowania nad Jeziorem Terlicko i Żermanice.

Kilkudniowy urlop pod namiotem nad pięknym jeziorem w ciszy i otoczeniu natury? Jasne!


Witam Was serdecznie po krótkiej przerwie. Jak napisałem w poprzednim poście mieliśmy troszkę komplikacji w związku z zaplanowanym urlopem, ale udało nam się w końcu zrealizować nasz wyjazd nad Jezioro Těrlicko na 4 dni. Postanowiliśmy w tym roku, że będziemy biwakować i wypoczywać pod chmurką łowiąc ryby, z dala od wszelkiego hałasu. Jak wcześniej wspomniałem było trochę stresu, ale na szczęście dzień przed naszym wyjazdem doszły nam pocztą do domu zapłacone wcześniej licencje i wtedy wszyscy westchnęliśmy z ulgą.


Naczytaliśmy się bardzo dużo na temat jeziora i okolic i w końcu zdecydowaliśmy, że jedziemy na 100 procent. Naszą wyprawę zaplanowaliśmy na termin od 25.06-01.07.2014. Po rozeznaniu z prognozami pogody spakowaliśmy samochody i wyruszyliśmy w trasę ja Kamil i moja dziewczyna Madzia. Pogodę zapowiadali słoneczną i bardzo upalną, zatem wszystkie warunki były wzorowe jak na taki krótki wyjazd. Start zaplanowaliśmy na 25 o 5 rano i wyruszyliśmy z Żywca starą drogą do Cieszyna, stamtąd na granicę do kantoru, a następnie nad Jezioro Těrlicko




Kiedy już wsiedliśmy do samochodów od razu nastrój nam się poprawił i mimo trudów udało nam się, w końcu wyjechać . Podróż minęła bardzo szybko teraz już pozostało tylko zdecydowanie, które miejsce wybieramy na rozbicie namiotów. Po drodze przemierzaliśmy po kolei wszystkie miejscówki, aż w końcu upatrzyliśmy sobie najładniejszą:)Był to lasek przy samym brzegu jeziora a do wody mieliśmy trzy kroki. Miejsce bardzo malownicze z pięknym widokiem, aż miło było patrzeć i jeszcze 4 dni mieliśmy tam spędzić - rewelacja. W końcu zabraliśmy się za bagaże, troszkę tego noszenia było, ale co zrobić, jak trzeba było dobrze się zaopatrzyć. Zabrać to co najważniejsze, a także sprzęt do wędkowania. Najwięcej wiadomo czego było...nie bagażu tylko wszystkich wynalazków do łowienia ryb. Pellety, pop upy, przynęty zanęty i różne inne dostępne wynalazki. Ponieważ nie znaliśmy łowiska, niestety trzeba było zabrać wszystkie dostępne nam rzeczy. Co łowisko to ryby biorą na co innego i traf człowieku porę żerowania, a po drugie przynętę spośród wielu, która akurat spasuje. Był to dla nas temat bardzo trudny, każdy kraj ma swoje specjały. My co innego Czesi co innego i jak nie trafisz to na co będziesz łowił...4 dni możesz zarzucać co się tylko da i nic. Troszkę nas przeraziła ta wizja, ale postanowiliśmy zaryzykować. Po 4 kursach z auta już wszystko poznosiliśmy. Rozpakowaliśmy wszystkie klamoty na miejscu, przygotowaliśmy wędki, zarzuciliśmy zestawy na grunt i czekaliśmy, co się będzie działo. W międzyczasie rozłożyliśmy stół z parasolem, namioty, zjedliśmy obiad i wypiliśmy pierwszą kawę na nowym miejscu.<!–more–>



Co prawda miałem troszkę kłopotu z odpaleniem kuchenki szmel, ale po małym pożarze nauczyłem się ją porządnie obsługiwać i przekonałem się co potrafi ta mała zabawka:) Legendy, które o niej chodzą po Internecie są prawdą. Jednak tylko wtedy, gdy ktoś się za bardzo spieszy i jest mało wprawiony w obsłudze tego urządzenia. Gdy się już rozsiedliśmy czas leciał błyskawicznie, z poranku niebawem stał się wieczór i pomału zaczęło szarzeć. I tak około 22:00 mimo słonecznej prognozy ni stąd ni zowąd przyszła niespodziewana ulewa i niestety trzeba było zmykać do namiotu. Ochłodziło się strasznie i padało do samego rana było chyba z 7oC. Wymarzliśmy niesamowicie. Następnego dnia, były niewielkie przejaśnienia, ale mieliśmy nadzieję, że się poprawi. W końcu zrezygnowani brakiem efektów łowienia i brzydką pogodą, postanowiliśmy zmienić miejsce na inne. Po spakowaniu wszystkich rzeczy, pojechaliśmy obejrzeć pozostałe miejscówki. Jednak finalnie tak się złożyło, że zmieniliśmy zdanie i zdecydowaliśmy, że pojedziemy w zupełnie inne miejsce. Wybraliśmy Jezioro Žermanice



Choć jezioro znajduje się trochę dalej i dojazd do niego jest o wiele trudniejszy, po kilku pomyłkach dojechaliśmy na miejsce. Tutaj znów rekonesans i poszukiwanie miejsca, aż w końcu udało nam się ulokować. Z negatywnym nastawieniem, znów wypakowaliśmy samochody i rozbiliśmy się nad brzegiem, tym razem już Jeziora Žermanice. Niebo było zachmurzone, ale było widać przejaśnienia, troszkę byliśmy zrezygnowani i rozważaliśmy nawet powrót do domu ale...



Na szczęście za kilka godzin, mieliśmy znowu słoneczny dzień i ekstra warunki do biwaku i łowienia. Rozbiliśmy obóz, rozłożyliśmy zamoknięte namioty, wędki i zabraliśmy się za połów. Na początku złowiłem kilka ładnych kleni, które od razu wypuściłem a obok wędkarze co 5 - 10 minut wyciągali karpia. Patrzeliśmy ze zdumieniem na ich wyczyny i zastanawialiśmy się, jak oni to robią? Niesamowity widok, kiedy chodzisz nad jezioro Żywieckie łowisz i rzadko wyciągasz 1 rybę na dobę. Wtedy mimo, że masz różne wynalazki ryby na nic nie biorą. Czasem jesteś tak wkurzony, że myślisz nad złamaniem kija i pójściem do domu. Ciągle zastanawialiśmy się z bratem, dlaczego tak się dzieje czy się przejadły czy jak? Po wielu wizytach już mamy 100% wniosek brak ryb i zarybienie minimalne. Zeszła doba jeszcze bardziej potwierdziła nasz wniosek kiedy znów pojechaliśmy nad Żywieckie. I co? 1 - branie dużej ryby, która zwiała wraz z przyponem z haczykiem i malutki złowiony okoń na całe 24 godziny. W koło śmietnisko butelek patyków i wszystkiego co nie powinno się znaleźć w jeziorze. Po takim wędkowaniu, odechciewa się kolejnego wypadu i zaczynasz się zastanawiać nad dalszym sensem odwiedzin takiego miejsca.
Kiedy tylko dojechaliśmy nad Jezioro Žermanice byliśmy bardzo zaskoczeni, widząc wyczyny pobliskich wędkarzy...Próbowaliśmy zapytać, podpatrzeć na co łowią, ale dla wędkarzy z Czech to ścisła tajemnica i tyle. Na stanowiskach nawet wyzbierali to co im się wysypało na ziemię, byliśmy zdumieni:) Na szczęście do wieczora sami się wprawiliśmy i łowiliśmy prawie tak jak oni. A następnego dnia pobiliśmy wszystkie rekordy...



Wieczorem udało nam się już złowić po 3 karpie, jeden wielki zapiął mi się na wędkę zwijam go do brzegu, wołam weźcie podbierak, a tu niestety podbierak nie rozłożony. Madzia go szybko rozłożyła, podbiegła a ryba w ostatniej chwili z naciągniętej żyłki z powrotem popłynęła do mnie poluzowała żyłkę i się wypięła. Ehh jaka strata...ale jaka zabawa śmiechu było przy tym co nie miara wyglądało to jak łapanie motyli :D Co do ryby bardzo silny hol i wielki okaz, chodź już prawie był na brzegu uciekł. Cóż zdarza się. Następne branie na drugą wędkę odbierała Madzia, zacięła zawodowo i zwija ja już czekam z podbierakiem, Kamil patrzy co to płynie, a tu kolejna ładna sztuka. Choć Madzia łowi tylko sporadycznie wyciągnęła na sam brzeg jedną z większych ryb jakie złowiliśmy :D Zobaczcie sami:





Później już w ogóle straciliśmy rachubę podczas łowienia, co 10-15 minut ryba na haku do brzegu i do wody i tak na okrągło. Nadrobiliśmy te wszystkie stracone dni, nad naszym jeziorem. Z nastawienia negatywnego staliśmy się optymistami i jeszcze bardziej utwierdziliśmy się w przekonaniu, że wędkowanie to super hobby. Ci, którzy myślą, że wędkowanie jest nudne, najwidoczniej wcale jeszcze na rybach nie byli. Nawet nie wiedzą w jakim są błędzie. Mnie i Kamila wędkarstwem zaraził dziadek jak pisałem we wcześniejszym poście.




Wędkowanie to nieskończoność pomysłów i metod, uczy cierpliwości i spokoju ducha. Relaksuje i odpręża, tam masz czas na wszystko i nigdzie nie musisz się spieszyć, niczym się nie stresujesz i odpoczywasz, nawet nie wiesz kiedy. Uświadamiasz to sobie, gdy wracasz do domu patrzysz w lustro i nie widzisz swojej przemęczonej twarzy, tylko uśmiechniętego wypoczętego człowieka. Dla nas to świetna zabawa i relaks, za każdym razem holując rybę do brzegu zastanawiasz się, co tym razem złowiłeś, wielki czy mały okaz? Niesamowite są wrażenia, kiedy chwila za chwilą, wyciągasz coś raz po raz. Czasem nawet w tym samym czasie zdarzają się brania na dwie wędki na raz. Jedną rybę holujesz, a druga czeka na wyciągniecie. W niektórych miejscach to jest nierealne a tutaj...:)?



Zabawa niesamowita łowiliśmy same karpie, każdego dnia po kilkanaście brań i wyciągniętych karpi. Kilka większych sztuk spiętych wraz z hakiem, bo przypony nie wytrzymały. Odradzamy używanie gotowych, można stracić rekordowy okaz i być może rybę życia. Średnio w ciągu jednej nocy można było bez problemu złowić 20 kg karpi. Gdy karp za karpiem, kto będzie spał w taką noc? Łowiliśmy do poranku siedzimy i opowiadamy przy porannej kawce i Kamil zauważył, że coś co chwilkę wystaje z wody i się chowa. Nie dawało mu to spokoju i poszedł zobaczyć, cóż takiego prądu zero a tu ciągle coś się wyłania. Zrobił sobie spacer a tu ciach boleń ponad metrowy odpoczywał przy brzegu, ktoś go musiał poranić przy wyciąganiu i podpłynął do brzegu. Smok niesamowity. Jak się widzi coś takiego, to od razu nastrój się poprawia coś niesamowitego. Później jak brania ustały ucięliśmy kilkugodzinną drzemkę i znowu zabraliśmy się za wędkowanie. Rano kawka, kanapka grill na obiad, później przerwa na zupę i kawę i znów do wieczora. Co chwilkę przychodzili wędkarze i rozbijali się w pobliżu. Niektórzy byli na tyle kulturalni, że zapytali czy mogą się rozłożyć w pobliżu i gdzie mamy pozarzucane wędki. Reszta bez słowa pakowała się i zarzucała we świat, jak im się podobało. Tyle nam się tylko nie podobało reszta rewelacja.



Nadszedł piątek mnóstwo ludzi z wędkami w koło, średnio co 20 metrów stanowisko wokół prawie całego jeziora. Byliśmy w szoku...a mówią, że w Czechach jest mało wędkarzy śmialiśmy się. Kiedy zapadła noc zobaczyliśmy dopiero ile nas naprawdę jest. Całe brzegi, aż się świeciły od lampek nocnych, a z naprzeciwka do około 24:00 rozchodziły się dźwięki obecnie granych hitów, z jakiegoś kampingu z oświetlonymi barakami. Bardzo fajnie się siedziało, przy muzyczce wieczorową porą i gwiazdach na niebie...Musiał byś to zobaczyć sam żeby doświadczyć tego cudownego widoku w 100%. Później nadchodził czas na ciszę i słuchanie dźwięków otaczającej nas przyrody. Nocą z ukrycia wychodził nasz sąsiad jeżyk i wyjadał co mu po dniu zostało. Jednej nocy nawet wygryzł dziurę w pozostawionej obok namiotu reklamówce z pelletem i narobił nam trochę strachu. Myśleliśmy, że ktoś plącze się obok namiotu. Oj musiała być niezła uczta:) Po przyłapaniu sprawcy nasz strach ustał a zaczął się śmiech. 


Mały gość wracający po kolacji do mamy


Wszystko super odpoczynek i relaks na 5! Wszystko z dala od hałasu przejeżdżających samochodów i zabudowań, cóż więcej człowiekowi potrzeba...
Nocą znów wiele brań, tylko biegaliśmy z podbierakiem i byliśmy w ciągłym ruchu. Ryba na brzeg i z powrotem do wody. Raz darzyło się, że jeden z naszych karpi sam się wypiął. Naciągnięta żyłka z hakiem wbiła mi się w palec i dostało mi się za karę:) O poranku spacer po okolicy i rozeznanie w terenie. Woda bardzo czysta i ciepła, to pora dać nura, sama przyjemność popływać w takim jeziorze. Odświeżyliśmy się i popływaliśmy. Później wróciliśmy do obozu. Przerzuciliśmy sprzęt i czekaliśmy, a tu grupka dzikich kaczek zbliża się do naszych wędek. Patrzymy na nie, a te się zatrzymują przed samymi wędkami popatrzały na siebie i wzniosły się w powietrze, przelatując nad żyłkami w wodzie i zaraz obok wylądowały i płynęły dalej.



Nasze zdziwienie było nie do pomyślenia nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego, żeby kaczki były mądrzejsza od niektórych wędkarzy. Druga śmieszna sytuacja była z dziadkiem, który przyszedł na ryby wcześnie rano. 

Patrzymy a tu idzie chłop dwie torby wiaderko i wędka. Siada na krzesełku zarzuca wędkę i śpi godzinę, później kolejną a tu branie:) Budzi się, zacina rybę na wędce zwija, a tu wielka sztuka co najmniej 70 cm. Puknął pałką włożył do torby i poszedł od razu do domu. To się nazywa przyjemne z pożytecznym. A my sobie siedzimy i siedzimy, a tu ciach tym razem Kamilowi zaczyna coś szarpać wędką. Szybkie zacięcie, Madzia stoi z podbierakiem, ryba już prawie przy brzegu...podbieramy, wyciągamy, a naszym oczom ukazuje się to oto słodkie maleństwo :



Szybko je uwolniliśmy z haczyka dostało całusa i chlup z powrotem do ,,domu". Śmialiśmy się, gdzie nam się taki maluszek napatoczył? I tak w ciągu nocy znowu kilkanaście brań i znów kolejny piękny poranek i wschód słońca. Bajka Kochani, życzymy Wam takiego wspaniałego pobytu jak my mieliśmy z całego serca. Było cudownie, te gwiazdy odbijające się w lustrze jeziora cisza i świeże powietrze. Marzenie...
Szkoda, że wszystko co dobre tak szybko się kończy... Kolejny dzień był już niestety ostatnim dniem naszego aktywnego wypoczynku. Standardowa procedura szybkie odświeżenie, śniadanie kawka i do dzieła łowimy:)




Mówię wam, mimo iż tyle godzin spędziliśmy wędkując werwy i zapału ani przez chwilę nam nie brakowało. Zwarci i gotowi łowiliśmy, opalaliśmy się i odpoczywaliśmy na świeżym powietrzu z dala od zgiełku codzienności. Korzystając z ostatnich chwil danego nam czasu. Dni za dniami leciały bardzo szybko. Szkoda, że pozostał nam tylko jeden dzień ze smutną miną stwierdziliśmy razem siedząc i pijąc kawę. No, ale cóż trzeba wykorzystać jak tylko się da te ostatnie momenty i wzięliśmy się do roboty. Zanęciliśmy już ostatni raz nasze łowisko, a wieczorem przypłynęły ryby i łowiliśmy dalej.




Ostatniej nocy jak poprzednich ryby znów wzorowo brały w ciągu 2 godzin miałem 7 sztuk karpia w siatce. Kamil też parę ładnych okazów. Resztę puszczaliśmy bo musielibyśmy wykorzystać roczną normę, żeby je zabrać. O świcie postanowiliśmy z Kamilem, że bierzemy tylko po dwie rybki jedną dla siebie drugą do domu. Zmierzyliśmy jeszcze raz złowione okazy i zabraliśmy tylko po 1 największej rybie. O poranku wypiliśmy kawkę Madzia wstała z namiotu, zjedliśmy coś i pomału pakowaliśmy sprzęt na powrót do domu. Łowiliśmy do 11 przedpołudniem po drugiej rybie, złowiliśmy na godzinę i pół godziny przed naszym wyjazdem. W chwilę później zrobiliśmy ostatni kurs z bagażami i wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Podsumowując, cały nasz wyjazd z czystym sumieniem możemy polecić wszystkim osobom pragnącym wypocząć. Nie ma nic lepszego jak  biwak nad czeskimi jeziorami Terlicko i Żermanice. Można go posumować w dwóch słowach. Było rewelacyjnie! Czekamy na jeszcze będziemy z utęsknieniem wspominać naszą ostatnią wizytę, aż do powrotu w te miejsca. 


Życzymy Wam równie udanych i wspaniałych wakacji, wypoczywajcie i do zobaczenia...Z pozdrowieniami Madzia, Dawid i Kamil.


Jeżeli Ci się podobało naciśnij Lubię to! pod postem lub udostępnij znajomym


czwartek, 1 listopada 2012

Trochę lata na dzisiejszy dzień...Zobacz Tatry z góry - lot modelem samolotu nad Giewontem.


sobota, 20 października 2012

Byle się zdarzy taki czwartek...Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) Zdobyty!:D- 23.08.2012 r.


Witam Was serdecznie dziś przedstawiam kolejną naszą sierpniową wycieczkę. Cała wyprawa odbyła się pięknego sierpniowego czwartku, zebraliśmy się o wczesnym poranku całą grupą i wyruszyliśmy w drogę do Zakopanego.

Stamtąd wystartowaliśmy spod Wielkiej Krokwi do Kuźnic a następnie niebieskim szlakiem poszliśmy w górę na Kasprowy Wierch. Polecam ten szlak bo jest chyba jest najpiękniejszy. Po drodze zdobyliśmy Boczań (1224 m n.p.m.),następnie Wysokie(1287 m.n.p.m.) podążaliśmy przez Przełęcz nad Kopami (1499 m.n.p.m.), Królową, Rówień i dotarliśmy do przepięknej Doliny Gąsienicowej. I od tego miejsca już prosto pomarańczowym szlakiem przez Suchą Przełęcz wdrapaliśmy się na sam szczyt Kasprowego Wierchu (1987 m.n.p.m. . Spoglądaliśmy z góry na Dolinę Jaworzynka, Kasprową a także pobliskie szczyty między innymi wspaniały Giewont.

Niektóre miejsca swą krasą aż zapierały dech mimo iż wiele razy byłem już w górach za każdym razem zaskakują mnie czymś nowym. Na Kasprowym zrobiliśmy sobie około godzinną przerwę na odpoczynek i obiad po relaksie już niestety trzeba było pomału wracać. Tym razem już zielonym szlakiem spowrotem do Kuźnic. Po drodze spotkaliśmy wielu turystów nawet małe dzieci maszerujące za rodzicami w górę tym stromym długim szlakiem, najmniejszy odsetek turystów stanowiła młodzież.

Po długim marszu byliśmy już na dole... po czym pojechaliśmy zrelaksować się do Hotelu Thermal Bania było to bardzo trafne połączenie. Mimo dużego wysiłku i zmęczenia w drodze na Kasprowy Wierch tam po kilkugodzinnym relaksie zregenerowaliśmy się w 100 procentach. Relaks w Thermal Bani pełny był także zabawnych sytuacji...;) Każdy z nas powie to samo, że ta wycieczka była dotychczas jedną z najbardziej udanych w tym roku od samego początku do samego końca... Tych którzy tam jeszcze nie byli i tych, którzy już zdążyli odwiedzić Kasprowy Wierch zachęcam do obejrzenia naszej galerii i wybrania się na Kasprowy oto i ona:


Jeżeli Ci się podobało naciśnij Lubię to! pod postem lub udostępnij znajomym


piątek, 31 sierpnia 2012

Odrobina pięknych widoków ku uciesze oka...Skalne Miasto - Prachovskie Skały 20.07.12



Witam serdecznie dziś zapraszam Was do obejrzenia jednej z moich urlopowych wypraw w
Czechach dokładniej w Czeskim Raju. Tym razem w Prachovskie Skały.
Nieopodal Jicina, gdzie powstała znana wszystkim bajka Rumcajs:)Jak dla mnie jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie miałem przyjemność zobaczyć podczas swoich wypraw.
Byłem tam już drugi raz ostatnio w 1995 roku i zrobiło ono na mnie takie samo ogromne wrażenie jak teraz.
Wtedy jeszcze miałem analogowy aparat teraz już cyfrowy i nareszcie mogę wrzucić i pokazać Wam moje zdjęcia.
Jeżeli ktoś był proszę o komentarze:)W wkrótce ukażą się nowe zdjęcia z moich kolejnych wypraw:)...Pozdrawiam

Mapa dojazdu



A Tutaj trochę informacji na temat tego miejsca:

Obszar Skał Prachowskich zajmuje powierzchnię 243,4 ha. 31 grudnia 1933r. został uznany za Państwowy Rezerwat Przyrody. Przed wiekami, w wyniku osadzania się na dnie morza mezozoicznego piaskowców, margli oraz opoki powstało szczególne ukształtowanie terenu, które posiada ogromną wartość przyrodniczą i kulturową. Skały prachowskie składają się z wysokich, wysmukłych wież i kolumn, pomiędzy którymi, znajdują się głębokie i wąskie wąwozy.

Centrum skał tworzy pośród ciosów piaskowca romantyczne "skalne miasto"( Średnia wysokość n.p.m. wynosi tu 350-450 m), poprzecinane gęstą siecią oznakowanych szlaków turystycznych, z punktami widokowymi, z których można zajrzeć do " wnętrza skalnego miasta"

Nie brakuje tu też zabytków prehistorycznych takich jak: resztki wałów pierwotnych umocnień, pozostałości grobów popielcowych i szkieletowych oraz kurhany.



WSPANIAŁE WIDOKI oferują tzw. szlaki okrężne:



- wielki szlak okrężny oznakowany kolorem zielonym - z którego zamieściłem zdjęcia

i

- mały szlak okrężny- kolor żółty.



Skały prachovskie mają najstarszą tradycję wspinaczek górskich.
Jej początki sięgają roku 1907, kiedy to studenci jiczińskiego gimnazjum założyli Koło Wspinaczkowe " Prachov "- pierwsze działające na obszarze obecnej Republiki Czeskiej stowarzyszenie wspinaczkowe.


Info:
http://skalnemiasta.republika.pl/prachowskie.html

czwartek, 5 stycznia 2012

Izrael Ziemia Święta Jerozolima i Betlejem - Tam gdzie wszystko się zaczęło...







Witam Was serdecznie po dość długiej przerwie, niestety ostatnio troszkę mi zabrakło czasu ale już zdążyłem się uporać ze wszystkim:) Tym razem przedstawiam jedną z moich niezapomnianych podróży, wizytę w Izraelu a dokładniej w Jerozolimie I Betlejem w Ziemi Świętej.



Otóż wyjazd miał miejsce w sierpniu 2010, podróż baaardzo długa i monotonna, ale prawdziwe czekanie zaczyna się dopiero na granicy Izraela czeka tu każdego kilkugodzinna odprawa... Tutaj około 5 godzin staliśmy w kolejce w atmosferze niepewności czekając na swoją kolej. Oczywiście na granicy snajper, kilka bramek kontrolnych i bardzo dokładne sprawdzanie wszystkiego łącznie z bagażem i paszportem. Obserwacja i obserwacja... W moim przypadku nie spodobało im się zdjęcie w paszporcie i musiałem trochę poczekać aż mi go oddadzą. Nie byłem sam jeszcze jeden turysta z naszej paczki miał podobny problem ( powinniśmy chyba zacząć grac w loteriach:) ). Ale jak to mówią życie jest pełne niespodzianek:)

Następna odprawa tym razem bagaż i ciach znów pozbyłem się bagażu, zatrzymali mi go:O Myślę sobie Jezu chyba nie wrócę z tego wyjazdu...Trochę mnie to przeraziło. Jak sobie przypominam moje zdjęcie było robione w niezbyt sprzyjającym nastroju jak na wizytę u fotografa i mój wkurzony wyraz twarzy, chyba zwrócił na odprawie szczególną uwagę:)A wszystko dzięki wspaniałej pani urzędnik z Urzędu Wojewódzkiego, tutaj już chyba nie muszę nic więcej dodawać...Kończyła mi się data ważności paszportu i nie dało się wyrobić wcześniej bo musiał bym kogoś z rodziny uśmiercić, wtedy dopiero można. Brak słów czasami wystarczy odrobina chęci i można wiele, ale nie ma to jak odgryźć się na innych, bo ja tu w okienku a oni na wakacje no nieeee...

Dlatego też sprawdzali mnie w komputerze, czy nie jestem jakimś zamachowcem, albo coś w tym rodzaju jak dla mnie absurd, ale co zrobić?...Za każdym razem babsko z odprawy zabijało mnie wzrokiem i widziałem w jej oczach chęć zglebowania mnie na ziemi skucia, skopania i zamknięcia w więzieniu, z którego nigdy bym już nie wrócił. Jeszcze jak bym do niego dojechał i wcześniej nie dostał kulki na jakiejś pustyni i do piachu. Dosłownie tak to wyglądało mało nie zszedłem z tego świata przez te całe wrażenia serducho praskało mi jak szalone. Na szczęście wszystko było ok. Kiedy już odprawa dobiegła końca drugi raz prześwietliła mi ta czarownica plecak wściekła wysypała wszystko ze środka i znalazła 2 baterie do aparatu, które chyba uważała za pociski go Kałasznikowa:D Byście widzieli jej minę szatan w ludzkiej skórze, wtedy chyba pierwszy raz zobaczyłem diabła w prawdziwej postaci. Wolałem sobie nie wyobrażać co mogłaby zrobić, gdyby coś znalazła. Później jeszcze jakimś dziwnym wynalazkiem sprawdzali, czy nie zaszyłem czegoś w wewnętrznej części.jak widziałem później w TV było to próbnik narkotykowy. Powiem wam, że nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego i nikomu tego nie życzę. Horror tej odprawy będę tak samo wspominać ze szczegółami za wiele, wiele lat. Ale w sumie to niespokojny kraj tak, że muszą wszystko dokładnie sprawdzać. Kilka dni wcześniej także w jakimś rejonie Izraela spadły bomby o których nawet w naszych wiadomościach nie mówili. Na szczęście po sprawdzeniu plecak oddali i baterie też a paszport po chwili wrócił do mojej ręki i oddali mi plecak:D Podziękowałem i uśmiechnąłem się do do rzeźnika zza okienka i życzyłem miłego dnia, to było ostatnie pogardliwe spojrzenie z jej strony które miałem nieprzyjemność zobaczyć w tym dniu. Jedno wam powiem pilnujcie swojego bagaży i na wycieczki zabierajcie tylko mały plecaczek z piciem i bułką na drogę szkoda ryzykować. Wystarczy ze ktoś coś wam włoży do tornistra i leżycie a z tamtejszego pierdla raczej wyjść się ne da żywcem. już nie wspomnę o tym że ambasada na pewno się wami zainteresuje.



Ogromna była ulga, kiedy już mogłem wyjść na zewnątrz i się przewietrzyć.
Po odprawie wszyscy ruszyliśmy w drogę, a wspaniałe widoki na trasie pomogły zapomnieć o całym tym stresującym zajściu bardzo szybko...A oto kolka z kilkuset zdjęć, które wykonałem w czasie podróży po Izraelu. czy kiedyś tam jeszcze będę? Bardzo bym chciał i życzę każdemu z was aby wam także udało się pojechać do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. podczas wycieczki zwiedzaliśmy uliczki Jerozolimy i nawet zdążyłem się zgubić bo poszedłem rozejrzeć się po sklepie z herbatą. Na szczęście nasz przewodnik Aram znalazł mnie i dołączył do grupy pomógł mi też stargować cenę herbaty z 30 dolców do 10 ochrzanił zdrowo przy tym zachłannego sprzedawcę. Cała podróż to była przygoda mojego życia wtedy nawet bym nie pomyślał, że kiedykolwiek odwiedzę Jerozolimę i Betlejem nawet mi się to nie śniło. Dziś jest to już realne zatem ty też chwytaj dzień drogi czytelniku i pamiętaj nie ma rzeczy niemożliwych. Możesz znaleźć się wszędzie, gdzie tylko sobie wymarzysz a wystarczy tylko chcieć....





Bardzo stresujące zajście. Już na granicy odechciało mi się wszystkiego...




Pokaz slajdów z całej podróży



Aish Hatorach World Center i modlący się ortodoksi





Jeśli Ci się podobało kliknij Lubię to! lub roześlij dalej



Uważajcie na siebie zawsze przed wyjazdem sprawdzajcie zalecenia MSZ i ostrzeżenia przygotujcie się dobrze na każdą podróż i pilnujcie się wzajemnie.

Szczęśliwych powrotów kochani i udanych wakacji. Jeżeli treść wpisu była dla Ciebie ciekawa i pomogła w decyzji oraz zorganizowaniu swojego pobytu. Polub nas na facebooku .

i udostępnij nasze posty znajomym. Dziękujemy i pozdrawiamy Zaglądaj do nas!

Riegrova Stezka - Podspálov - Semily - Dziś zapraszamy cię na super wycieczkę po pięknym Czeskim Raju przeczytaj relację później sam będziesz chciał pojechać

Wakacyjny spacer po Spálovie w Czeskim Raju - Dołącz do nas i odkryj z nami tutejsze cuda natury. Pewnego wakacyjnego pięknego por...